Najdziwniejsze jednak było dla Harry’ego to, że
patrząc na Draco czuł się spokojny. To było dziwne uczucie, którego nigdy
wcześniej nie doświadczył i nie bardzo był w stanie je zrozumieć. Nie było mu
również dane dłużej się nad tym rozwodzić, gdyż Draco podszedł do stolika i bez
słowa usiadł naprzeciw niego.
Przez dłuższą chwilę tkwili w ciszy, którą wreszcie
Harry ośmielił się przerwać.
–– Jestem ci wdzięczny, że jednak…
–– Daruj sobie te czułości, Potter – w jego
głosie brak jednak było tej dobrze znanej złośliwości. Wydawał się być zmęczony
– nie po to tutaj przyszedłem. Chciałeś dowiedzieć się czegoś o Grigoriju, więc
ci powiem. Ale jeśli zobaczę na twojej twarzy choćby najmniejszą oznakę litości
albo współczucia, wychodzę. Rozumiesz?
Cokolwiek miał na myśli, Harry przystał na to i w
milczeniu postanowił wysłuchać tego, co Draco miał mu do powiedzenia.
–– Ty, wiewiór, szlama i reszta świata myślicie,
że byłem chłopcem na posyłki tatusia. Że tak bardzo chciałem mu dorównać i być
jak on, że z radością zostałem śmierciożercą – prychnął, a Harry chciał
zaprotestować. Wreszcie jednak odpuścił – Zostałem do tego zmuszony, Potter.
–– Tak wiem, Voldemort powiedział, że jeśli mu
nie pomożesz, to zabije ciebie i twoją rodzinę. Słyszałem to na wieży… –
wymamrotał Harry odganiając uparcie wspomnienia o tamtym wydarzeniu.
Draco parsknął nieprzyjemnym śmiechem.
–– Nic nie wiesz. Jeśli myślisz, że tylko do
słownych gróźb Voldemort się posunął, to znaczy, że jesteś głupi. Na wakacjach
po ukończeniu piątego roku, przysłał do naszego dworku Grigorija – Harry
zauważył jak twarz Draco przybiera taki sam wyraz jak wtedy w domu, gdy do
niego przyszedł – Torturował matkę na oczach mojego ojca i moich. Torturował
jego i to samo zrobił ze mną. Voldemort był przy nim śmiesznie mały. Czarny Pan
zabijał bez wahania każdego, kto staną mu na drodze, ale śmierć była krótka,
Grigorij najpierw torturował, doprowadzał do szaleństwa, a później zostawiał w
tym szaleństwie.
–– Z tego co wiem, to nie brał udziału w wojnie.
–– Grigorij nie był ani śmierciożecą, ani
poplecznikiem Voldemorta. Po prostu lubił się znęcać i uwierz mi, nie
potrzebował do tego zaklęć niewybaczalnych. Voldemortowi chodziło tylko o to,
żeby zmusić naszą rodzinę do posłuszeństwa.
Zaległa krótka cisza, w której obydwaj spoglądali w
stół. Harry nie mógł pojąć jak można być takim potworem żeby zmusić rodzinę by
patrzyła jak jest na zmianę upodlana i poddawana niewyobrażalnemu cierpieniu?
–– A Patrick Gordon?
Draco odetchnął głęboko.
–– Przyjaciel mojego ojca z czasów Hogwartu.
Niestety nic więcej o nim nie wiem. Nigdy go nie widziałem, ojciec kiedyś
wspominał matce, że Gordon jest w Bułgarii, ale nic poza tym.
Harry przez chwilę zwlekał z pytaniem, które cisnęło
mu się na usta, ale widząc jak Draco się niecierpliwi, wreszcie zapytał.
–– W jakim stanie jest twój ojciec?
–– A co to ma do rzeczy? – fuknął Malfoy w
odpowiedzi, a jego blade policzki zaczerwieniły się.
–– Powiedziałeś, że Gordon był przyjacielem twojego
ojca. Potrzebuję informacji.
Draco odwrócił twarz w bok. Dłonie spoczywające na
stole zacisnął w pięści i po chwili westchnął.
–– W ostatnim czasie mu się polepszyło, Potter,
ale jestem pewien, że gdyby zobaczył ciebie… To wszystko znów by wróciło.
–– Wiem, że miałeś mi tylko udzielić informacji o
Grigoriju i Gordonie, ale chciałbym cię prosić o jeszcze jedną przysługę.
Porozmawiasz z ojcem?
Malfoy wreszcie spojrzał w zielone oczy Pottera, który
wciąż miał na nosie te swoje głupie, okrągłe okulary.
–– Podaj mi jeden powód, dla którego miałbym to
zrobić?
–– Uratowałem ci tyłek. Pamiętasz? Poza tym to istotne
dla śledztwa. Wędrowiec nie bez powodu wymienił wasze nazwisko w liście. Teraz
już wiem, że tak naprawdę chodziło mu o Lucjusza.
Przez moment zwlekał z odpowiedzią, ale w końcu
przystał na prośbę Pottera.
–– Dobra. Jeśli dowiem się czegoś na temat tego
człowieka, to wyślę ci sowę z miejscem spotkania.
Po tych słowach wstał i opuścił kawiarnię.
Harry odprowadził go spojrzeniem zastanawiając się nad
listem od Wędrowca. Kim był? Czego chciał?